z cyklu Tłumacz w muzeum

Podwójne agentki, albo jak się tłumaczkom wydaje


  • 14 maja 2023 (niedziela), godz. 16.00
  • Księgarnio-kawiarnia Popiół i Diament
    (Rynek 6, Wrocław)
  • wstęp wolny, liczba miejsc ograniczona
  • gościnie: Joanna Bernat, Julia Różewicz
  • prowadzenie: Dobromiła Jankowska

Jak się tłumaczkom wydaje… książki? W kolejnym spotkaniu z cyklu „Tłumacz w muzeum” porozmawiamy z Joanną Bernat (dziwnypomysl.pl) i Julią Różewicz (wydawnictwoafera.pl), które nie tylko prowadzą własne oficyny, ale także przekładają literaturę piękną dla dzieci i dorosłych, odpowiednio z norweskiego i angielskiego oraz czeskiego. Jak odnajdują się w roli podwójnych agentek? Co było pierwsze – translatorskie czy wydawnicze wyzwania? Które zadania lubią bardziej i jak negocjuje się stawkę za arkusz z… samą sobą? Zapytamy, co sądzą o umieszczaniu nazwisk tłumaczy na okładkach książek i czy na co dzień częściej ze sobą konkurują, czy może wspierają się w trudnych dla papieru czasach. Zapraszamy na rozmowę organizowaną we współpracy ze Stowarzyszeniem Tłumaczy Literatury, do którego należą obie nasze gościnie. 


Gościnie

Joanna Bernat – absolwentka skandynawistyki i filologii polskiej. Od dziesięciu lat doskonali znajomość języka norweskiego i angielskiego w pracy w wydawnictwie Vigmostad og Bjørke i we współpracy z biurami tłumaczeń – od 2016 roku w ramach własnej działalności gospodarczej. Od 2018 roku wydaje także książki pod własną marką „dziwny pomysł”, której przyświeca misja udostępnianiu polskim czytelnikom książek, które z różnych powodów nie przyciągnęłyby uwagi dużych wydawców. Wspólną cechą publikacji wydawnictwa jest oryginalny pomysł oraz pozytywne emocje, jakie wywoła u czytelników. Chętnie podejmuje się także recenzji norweskich książek na potrzeby polskich wydawców. Na swoim koncie ma przekłady pozycji takich jak: „Ziemniak. Wyznanie miłości” Iny-Janine Johnsen, „Świat według pszczół” Sarah Hambro, czy „Spermagedon” Nielsa Christiana Geelmuydena.


Julia Różewicz – absolwentka bohemistyki na Uniwersytecie Wrocławskim, wydawczyni, tłumaczka literatury czeskiej. Od 2010 prowadzi wydawnictwo Afera specjalizujące się w najnowszej literaturze czeskiej, w ramach którego przedstawiła polskim czytelnikom wielu dotąd niepublikowanych u nas autorów, takich jak Petr Šabach, Jan Balabán, Petra Soukupová, Petra Hůlová, Bianca Bellová, Jiři Březina, Michal Sýkora, Kateřina Tučková, Emil Hakl, Iva Procházková, Roman Cílek czy Pavel Šrut. Tłumaczy prozę, kryminały, literaturę dziecięcą, literaturę faktu, publikacje ekonomiczne oraz scenariusze filmowe. Laureatka nagrody „Literatury na Świecie” 2014 w kategorii Nowa Twarz za przekład książki Petry Hůlovej Plastikowe M3, czyli czeska pornografia. Nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia 2018 za przekład książki tej samej autorki pt. Macocha. Jurorka konkursów przekładowych (2015-2017 – jury czeskiej Nagrody Państwowej w dziedzinie literatury, od 2014 do teraz – konkurs tłumaczeniowy im. Susanny Roth, w 2019 i 2023 jury Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska za Twórczość Translatorską im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

 


Prowadząca

Dobromiła Jankowska – absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego (filologia angielska i filologia polska), nauczycielka, tłumaczka literatury angielskiej. W latach 2007–2021 koordynatorka Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania. Od 2016 roku kierowniczka Gabinetu Literackiego im. Tadeusza Różewicza w Muzeum Pana Tadeusza (Ossolineum) we Wrocławiu. W 2009 roku jurorka konkursu na najlepszy zbiór opowiadań imienia Franka O’Connora (Cork, Irlandia), jednej z najbardziej prestiżowych nagród literackich na świecie. Przełożyła prawie osiemdziesiąt książek, w tym „Jej ciało i inne strony” Carmen Marii Machado, „Instrukcję dla pań sprzątających” Lucii Berlin, „Florydę” Lauren Groff, a ostatnio „Mleko krew żar” Dantiel W. Moniz i „Dla Rouenny” Sigrid Nunez. W 2020 roku nagrodzona tytułem jednej z 30 Kreatywnych Wrocławia. W 2021 była jurorką Nagrody za Twórczość Translatorską imienia Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Tłumaczy między innymi dla wydawnictw Pauza, Agora, Poznańskie, Czarne, Marginesy, W.A.B.


Więcej o cyklu

Niewielu współczesnych tłumaczy literatury pięknej pamięta o tym, że w epoce oświecenia stawiano najczęściej znak równości między utworem pierwotnym a przekładem, oba bywały równie oryginalne i bynajmniej nie obawiano się ryzykownego dostosowywania (a wręcz dopasowywania) tekstu do polskich realiów. Dzisiaj takie tłumaczenia nazwalibyśmy pewnie parafrazami, lub bardziej wprost, przeróbkami. W istocie rzadko dbano o zachowanie oryginalności tłumaczonych utworów poetyckich czy dramatycznych, choć szanowano na przykład teksty antyczne. Adam Mickiewicz dopiero kiedy trafił na Uniwersytet Wileński, przyjął zasadę, by – jeśli to możliwe – tłumaczyć z oryginału (a nie przekładów na francuski, rosyjski czy włoski). Tłumackie, jak byśmy powiedzieli dzisiaj, próby autor „Pana Tadeusza” podejmował jeszcze w Nowogródku, ale w pierwszych jego tłumaczeniach z Woltera postacie zamiast mówić wrzeszczały, a aluzyjne obrazy okazywały się zdecydowanie zbyt rozbudowane. Razem z przyjaciółmi z kręgu filomatów spotykał się, odczytywał i omawiał translatorskie próbki na zebraniach. Tłumaczył nie tylko z francuskiego, ale ze względu na brak czasu przekłady z języków zachodnioeuropejskich powstawały wyłącznie we fragmentach – często bardzo dobrych, czasami ostro krytykowanych. Mickiewicz pracował z utworami Schillera (przede wszystkim „Rękawiczką” i fragmentami „Don Carlosa”), Byrona (tłumaczenie „Giaura” przeszkadzało w ukończeniu „Pana Tadeusza”!) i Szekspira („zabitym szekspirzystą” stał się podczas pobytu w Rosji, stworzył jednak tylko pionierski przekład niepełnej sceny z „Romea i Julii”), a tłumaczenia – własne oraz analiza choćby „Jerozolimy wyzwolonej” Tassa w spolszczeniu Piotra Kochanowskiego – wzbogacały i inspirowały poetycką twórczość samego Mickiewicza (jak „Don Carlos” – „Konrada Wallenroda”). Przełożył między innymi dwa sonety Petrarki i fragment „Piekła” z „Boskiej komedii” – jak pisała Zofia Szmydtowa, „torując drogę przyszłym polskim tłumaczom w zakresie artystycznego przekładu” włoskich poetów. Jednak dla Mickiewicza, Słowackiego czy Norwida przekłady na zawsze pozostały tylko dodatkiem do oryginalnej twórczości, dopełniały ją, choć również inspirowały, o czym pisał Mickiewicz m.in. w liście do Antoniego Edwarda Odyńca z czerwca 1828 roku: „Szkoda, że zaniedbałeś tłumaczenia. Ja przynajmniej często w tej pracy znajdowałem nowe siły, nowe myśli i lubo nie skończyłem zaczętego tłumaczenia, wielem zawsze z niego korzystał”. Cytował również znane i powtarzane do dziś wśród przekładających powiedzenie Jacquesa Delille’a, że „Tłumacz pożycza piękności; powinien je oddać w tejże ilości, choć różną zupełnie monetą”. Mickiewicz dojrzały mocno sprzeciwiał się zbyt swobodnemu traktowaniu tekstu oryginalnego, ale też – jakżeby inaczej – zbyt kurczowemu trzymaniu się jego treści.

Komentarze, listy i translatorski dorobek Mickiewicza zyskują nowe znaczenia, gdy pomyślimy choćby o kilkudziesięciu tłumaczeniach „Pana Tadeusza” na języki obce, zaczynając od najwcześniejszych – niemieckiego (1836) czy francuskiego (1844), przez albański, esperanto i jidysz, do najnowszych – wietnamskiego, estońskiego i kaszubskiego (odpowiednio 2008, 2000, 2010). W 2018 roku ukazały się kolejne już tłumaczenie na język angielski (Billa Johnstona) i długo wyczekiwany włoski „Messer Taddeo” Silvano De Fantiego (poprzedni, pierwszy, autorstwa Arrigo Boito i Clotilde Garosci opublikowano w 1871!). Wielu zwiedzających Muzeum Pana Tadeusza, oglądając tłumaczenia epopei w sali Znaczenie, niezmiennie twierdzi, że Mickiewicz po koreańsku na pewno nie brzmi tak samo – i mają rację. Nie od dziś wiadomo przecież, że tłumaczenie to zderzenie dwóch nieprzetłumaczalnych rejestrów. Tym ważniejsze jest zadanie tłumacza, który wybiera odpowiedni rejestr, obrazy, musi rozstrzygać kwestie stylistyczne – szczególnie, jeśli chodzi o tłumaczenie poezji. „Nieszczęśliwe to istoty, ci tłumacze – wszystko im wolno i wszystko wzbronione” pisał Jan Nepomucen Kamiński, a Wolter już ostrzej krytykował przekładową arogancję: „Tłumacze to lokaje, którym się zdaje, że są tak wielcy jak ich panowie, zwłaszcza gdy panowie są już bardzo starzy”.

Między innymi o przekładach (ale nie tylko poezji) będziemy rozmawiać w cyklu Tłumacz w muzeum. Zapowiadały go już spotkania z Billem Johnstonem i Francescą Fornari (badającą przekłady m.in. poezji Zbigniewa Herberta na język włoski). Dzięki współpracy z Europejskim Centrum Edukacji Międzykulturowej słuchaliśmy fragmentów nowego (jednego z dwóch istniejących) tłumaczenia „Pana Tadeusza” na język esperanto. Gościliśmy również Jerzego Jarniewicza, autora publikacji „Tłumacz między innymi” (Wydawnictwo Ossolineum 2018). W muzealnej księgarni znajduje się prawdopodobnie największy w Polsce wybór obcojęzycznych przekładów epopei, a także poezja Różewicza, Szymborskiej czy Miłosza w tłumaczeniach na francuski czy angielski. W muzeum odbyło się również pierwsze spotkanie oddziału południowego Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury, a na wystawie stałej prezentowane były kolejno tłumaczenia „Pana Tadeusza” na języki obce. Rozmawiając o przekładach w muzeum, koncentrujemy się nie tylko na tekście tłumaczonym oraz na jego skuteczności (lub jej braku), ale też na samym procesie tłumaczenia – który dla wielu jest wręcz rodzajem „zarządzania ryzykiem”, ponieważ nierzadko bywa, że zamierzony efekt albo nie zostaje w ogóle osiągnięty, albo okazuje się inny niż zamierzony, tym samym szkodząc odbiorcy nowo powstałego tekstu i tekstowi oryginalnemu.

Bohaterami spotkań będą zatem między innymi tłumacze – przez niektórych nazywani „drugimi autorami”, przez innych zaś uważani za niewidzialnych, przezroczystych, pracujących nie dla siebie, a wyłącznie dla autora oryginalnego tekstu. Jednym z naszych zadań będzie zaprezentowanie „tragarzy słów” (określenie Henryka Bereski) oraz ich pracy, trudnej, a często niedocenianej i ignorowanej (bo nierzadko jeśli książka jest dobra – splendor spada na autora, a jeśli zła – wytyka się kiepskie tłumaczenie i zakłada, że to przez nie otrzymujemy produkt „wybrakowany”). Nie będziemy zajmować się krytyką przekładu, ale zaprosimy tłumaczy, by porozmawiać o uwikłaniu w różne języki i światy, o byciu zawsze „pomiędzy” autorem i czytelnikiem, o współczesnych tłumaczeniach literackich – i dzieł współczesnych, i powrotach do literatury choćby romantycznej, które ocenia się często na tle wcześniejszych przekładów i literackiego dziedzictwa. Na spotkaniach warsztatowych porozmawiamy o tym, jak wyraźne powinny być „ślady tłumacza” w tekście, jakie tłumacz literacki powinien mieć kompetencje (komunikacyjne, tekstowe, kulturowe, techniczne?), jak zmieniała się rola tłumacza i przekładu na przestrzeni ostatnich lat, i jak kształtuje się ona w epoce wolnego dostępu do literatury obcojęzycznej.

Czy tłumacz to artysta, czy tylko rzemieślnik? Czy Boy-Żeleński, Tuwimowie, Chądzyńska, Słomczyński czy Barańczak to tłumaczeniowi bogowie, z którymi nawet nie powinniśmy próbować się równać? Czy, jak pisał Krzysztof Fordoński, przekład literacki jest zajęciem zbyt małej grupy ludzi, by mogli oni skutecznie walczyć o swoje prawa? Czy miał rację Michał Paweł Markowski, pisząc, że „bez przekładu [Dostojewski, Proust, Mann] byliby tylko sobą, a dzięki przekładowi są kimś innym”? 


Spotkanie odbywa się pod patronatem Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury.